Ogrodzieniec

Na północny-zachód od Krakowa leży mała miejscowość, o której nie słyszał żaden z moich znajomych. Buszując w sieci i wyszukując „perełki”, którymi uraczę mojego ukochanego sześciolatka trafiłam przypadkowo TUTAJ.
Od razu poczułam to znajome trzepotanie w brzuchu. Moje motyle dawały mi w ten sposób do zrozumienia, że TO JEST TO miejsce, które na pewno powinniśmy odwiedzić. Korzystając zatem z tego, że Ślubny miał wolny weekend (a przy jego pracy zdarza się to raz na trzy miesiące) wyruszyliśmy zatem w drogę.

Jak dojechać do Ogrodzieńca?

Kierując się mapą pojechałam zatem pewnej słonecznej soboty w kierunku Olkusza i potem dalej na Klucze i Zawiercie. Pierwsze, co strasznie pozytywnie mnie zaskoczyło, to piękne lasy położone tuż obok umykającej spod kół samochodu drogi. Lasy, jakich mi brakuje – z krzewami borówek i koronami drzew lekko przepuszczającymi promienie słoneczne… Zapewne gdyby nie to, że plan dnia był nieco napięty zatrzymalibyśmy się już za Olkuszem i raczej nigdzie dalej byśmy nie zajechali…

Podzamcze

Kilka kilometrów za Kluczami tabliczka przy drodze informuje nas, że dojechaliśmy na miejsce. Nawet dla mnie – starego wycieczkowego wiarusa – nazwa OGRODZIENIEC brzmi magicznie. Dojeżdżamy do Podzamcza i otwiera się przed nami widok mas ludzkich zachęcających „wjedź na mój parking”… W sumie dobrze, bo samochody nie stoją przy drodze, nie ma niebezpieczeństwa, że ktoś coś ukradnie, a cała przyjemność, czyli 5-8 złotych zostaje w rękach „gospodarzy”. Idąc w kierunku rynku mijamy innych, którzy podobnie, jak my, przyjechali dziś do Ogrodzieńca. 

Historia zamku w Ogrodzieńcu

Z historii zamku wynika, że był największym i najbardziej okazałym zamkiem na całej Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej. Jego położenie na najwyższym wzniesieniu Jury – Górze Janowskiego (515,5 m.n.p.m.) oraz twarde wapienie i dolomity, z których był zbudowany przez wiele wieków czyniły go niezdobytym. Był siedzibą wielu znamienitych rodów, w tym na samym początku Piastów. Wiele razy zmieniali się właściciele zamku, sam zaś gród został dwukrotnie poważnie uszkodzony przez Szwedów w 1655 roku, kiedy uszkodzone zostały mury zamkowe po południowej stronie oraz w roku 1702 podczas pożaru. Od tamtej pory sam gród podupadał, by ostatecznie w 1810 roku opuścili go ostatni właściciele. 
Obecnie na terenie zamku trwają prace remontowo – konserwacyjne, które zmierzają do przywrócenia mu dawnego wyglądu. O jego rzeczywistym pięknie, jak za czasów świetności póki co możemy jedynie poczytać.

Góra Birów

Zwiedzanie zaczęliśmy od Grodu na Górze Birów. Jest to rekonstrukcja średniowiecznej osady z XIII wieku. Badania archeologiczne wykazały nie tylko to, że osada taka istniała na tym terenie w średniowieczu, ale udowodniono również, że na tym terenie istniał gród królewski historycznie starszy od Zamku! Z samego Grodu rozpościera się piękny widok nie tylko na zamek, ale i na okoliczne tereny częściowo rolne, a częściowo zalesione.

Zwiedzanie zamku

Sam zamek robi naprawdę imponujące wrażenie. Jest ogromny, podobnie, jak przylegający do niego teren dziedzińca. W słoneczne, lenie dni w sezonie na terenie dziedzińca są pokazy walk rycerskich i tańców dworskich. Przed specjalnie w tym celu ustawioną sceną są przygotowane ławeczki i na pewno każdy zainteresowany będzie mógł odpocząć oglądając cudowne przedstawienie. A jest po czym odpoczywać! Prócz ruin zamku na jego terenie znajduje się Sala Tortur ze średniowiecznymi narzędziami służącymi do torturowania oraz Muzeum Zamkowe, w którym można zobaczyć rekonstrukcję zamku z czasów jego świetności oraz wybić samemu pamiątkową monetę. Jest również zamkowa studnia – nieco tylko spłycona ze 100 m do 30 m oraz Karczma Rycerska.

Sala tortur

Sala Tortur to pamiątka po Stanisławie Warszyckim – jednym z poprzednich właścicieli zamku. Znajduje się tam kilka naprawdę bardzo ciekawych eksponatów. Mamy tam na przykład Żelazną Dziewicę, w której zamykano ludzi, by ostre kolce zadały im ból i śmierć. Pomieszczenie przeznaczone na Salę Tortur jest niewielkie i nie znajduje się w centralnej części zamku. Na Salę Tortur przeznaczono skromne pomieszczenie na terenie podzamcza. Całkiem zresztą moim zdaniem niesłusznie, bo eksponaty są świetne, tylko mało tam miejsca, by im się dokładnie przyjrzeć.

Dziedziniec

Dziedziniec główny nie zrobił na mnie imponującego wrażenia, ale może dlatego, że wręcz zastawiony był kramami z (nieraz) bardzo tandetnymi pamiątkami. Dziedziniec otaczają krużganki, które w przeszłości łączyły poszczególne sale i komnaty. Część z nich można zwiedzać. Dostępne są specjalne schody i podesty, ułatwiające wyjście na wyższe kondygnacje. Na samym dziedzińcu znajduje się też wspomniana wcześniej studnia oraz Karczma Rycerska, którą obecnie umiejscowiono w piwnicach zamku i dawnych spichlerzach. Karczmę tworzą 3 sale: barowa, kominkowa i biesiadna. 

Park Miniatur

Szczerze mówiąc w ciągu jednego dnia nie da się wszystkiego zwiedzić i zobaczyć. Zamek może nie wydaje się duży, ale teren, który zajmuje naprawdę do najmniejszych nie należy.  My, zanim dotarliśmy do zamku obeszliśmy całą pobliską Górę Birów, co zajęło około nam około 2 godzin.  Po wyjściu z zamku na najwytrwalszych i najmłodszych czekają kolejne atrakcje – plac zabaw i Park Miniatur „niebylejakich”, czyli miniatury zamków Jury. Ominę temat drewnianych zabawek, na których dzieciaki szaleją aż miło, podczas gdy Rodzice mogą na własne oczy obejrzeć rekonstrukcje zamków, znajdujące się na terenie parku oraz rekonstrukcje maszyn wojennych, które tam ustawiono.  Przy każdym zamku i każdej machinie oblężniczej znajdują się tabliczki, więc można zaspokoić nie tylko oczy, ale i zdobyć ciekawe informacje. 

I na koniec jeszcze jedno zdjęcie – tego miejsca nie zwiedziłam i dlatego też uroczyście deklaruję: JESZCZE TAM WRÓCĘ! Po więcej informacji polecam sięgnąć:

tutaj,
tutaj,
i tutaj.