Ilekroć wpadam na spontaniczny pomysł wyjazdu „gdziekolwiek”, zawsze na miejscu okazuje się, że czegoś nie zabrałam. Macie tak samo? Zwykle jest tak, że nawet przygotowani na zaplanowaną wcześniej wyprawę na miejscu uderzamy ręką w czoło, bo zapomnieliśmy tego, czy tamtego…

Sposób na zaplanowanie wyjazdu.

Wyjeżdżając często na wyprawy małe i duże w pewnym momencie zorientowałam się, że ułatwi mi bardzo proces przygotowania wycieczki mały spis rzeczy, które należy wcześniej przygotować i w dniu wyjazdu (lub wcześniej) zapakować.

Mój spis podzielony jest na 4 części.
Pierwsza z nich obejmuje wszystko to, co zabieramy na dłuższe spacery, wycieczki oraz plenerowe ogniska, czy grille.
Wycieczkowa check lista zapisana w formie pdf bardzo się też przydała Bączkowi, kiedy wyjeżdżał na zieloną szkołę (zeszły rok) oraz na białą szkołę (w tym roku). Udało się nam nie tylko nic nie zapomnieć, ale i skrócić czas pakowania i przygotowania plecaka na wyjazd 🙂
SPACER
a) wałówka
– woda mineralna lub kompot
(Staram się wystrzegać kolorowych napojów gazowanych oraz soków. Te pierwsze zwykle powodują, że im więcej się wypije, tym się jest bardziej spragnionym. Te drugie natomiast kisną z powodu temperatury – a tak, zdarzyło mi się.)
– krakersy lub paluszki
(W formie przekąski. Spacer dla mnie jest wyjściem góra na dwie godziny, więc zwykle zjadamy coś przed wyjściem i przychodzimy na kolejny posiłek. Zawsze warto jednak mieć coś w torebce lub plecaku. Choćby po to, żeby nie kupować i nie przepłacać.)
 
b) zabawki
Myślę, że w zależności od tego, w jakim wieku mamy dziecko (dzieci) bardziej powinniśmy dostosować się do tego co robimy, gdzie idziemy i jakie zabieramy ze sobą zabawki. Jeśli idziemy na plac zabaw lub do piaskownicy logicznym jest, iż zabieramy ze sobą to, co dziecku aktualnie służy do zabawy. Może to być piłka, lalka w wózku, samochód, zestaw do zabawy w piaskownicy, czy choćby skakanka. Oczywiście to jest takie wyjście, na które dziecko może zabrać ze sobą wózek (to bardziej dla dziewczynek), ale i hulajnogę, czy rower. 
 
W zależności od wieku dziecka mam może zabrać ze sobą gazetę lub książkę lub krzyżówkę 🙂 Fajnym rozwiązaniem jest wzięcie również podobnej rzeczy dla pociechy. Bo kiedy się już zmęczy zawsze można zaprosić ją na ławkę, wspólnie poczytać i naładować akumulatory przed powrotem do domu.
 
WYCIECZKA
 
a) wałówka
Właściwie należałoby powiedzieć, że w zależności co jecie i co lubicie, na wycieczkę zabiera się kanapki i picie. Jeśli mamy spontaniczny wyjazd, niezaplanowany wcześniej; po prostu decyzję podjętą na przykład pod wpływem sprzyjającej pogody lub dlatego, że gdzieś w okolicy dzieje się właśnie coś, w czym chcecie uczestniczyć.
 
Spontany charakteryzują się tym, że zabiera się to, co w lodówce lub pełny portfel. Ja staram się zawsze mieć coś, co wykorzystać można właśnie wyjazdowo.
Takie propozycje, które mam nadzieję i Wam się przydadzą to na przykład:
– chleb tostowy, z którego zawsze mogę zrobić tosty (zapakowane w papier lub folię są doskonałe na pierwszy głód) bo przecież podstawowe składniki kanapek znajdziemy u każdego 🙂
– pakowane próżniowo kabanosy (w ogóle żywność w opakowaniach próżniowych doskonale nadaje się na wycieczki)
– pokrojone surowe warzywa i owoce zapakowane do woreczka próżniowego lub plastikowego pudełka (zwykle to jest marchew, rzodkiewka, kalarepa, czasem dorzucam jabłko lub sezonowe owoce)
– słodkości na przegryzkę (w zależności od pogody i miejsca najczęściej stawiam na herbatniki lub biszkopty, czasem jest czekolada z orzechami, innym razem mieszanka studencka – orzechy, rodzynki, suszonek kawałki owoców)
– woda mineralna, czasem z cytryną i miętą (tak, tak. wolę odlać nieco wody i wrzucić do środka plasterek cytryny i mięty).
Dokładnie to samo możemy zabrać ze sobą na zaplanowany wcześniej trip.
Z tym, że ja dla urozmaicenia pakuję jeszcze małe pomidorki koktajlowe, ogórka kiszonego (w sklepie wybieram takie mniejsze, żeby ich nie rozkrajać, bo tracą sok i wysychają), jajko na twardo… Wszystko zależy od tego, gdzie się wybieramy. 
 
Jeśli planujemy wypad w góry, do schroniska to warto zabrać ze sobą herbatę czy kawę w saszetkach, gorące kubki. Redukujemy ilość i wielkość pudełek, a wszystkie „jedzeniowe” sprawy przygotowujemy w domu, by nie nosić ze sobą niepotrzebnych rzeczy. W każdym schronisku można zakupić lub poprosić o wrzątek i samemu zrobić sobie ciepły posiłek lub napój. W lecie jeśli nie musimy, to nie zabieramy ze sobą termosu, a raczej kubek termiczny (te lepsze trzymają ciepło nawet do 6 godzin).
 
Jeśli jednak jest to całodzienna wycieczka – piknik i nie planujemy zdobywania szczytów górskich można spokojnie nastawić się na to, że zabieramy półprodukty, jak na przykład bagietkę, czy bułki, serek do kanapki, ser żółty, które według potrzeb i smaków zrobimy sobie na miejscu. U mnie sprawdziło się to świetnie na niejadkach: nie dość, że jedli na świeżym powietrzu, to jeszcze sami mogli sobie to jedzenie przygotować 🙂
Do tego mini pomidorki, korniszonki, oliwki, kawałki papryki – kolory działają na dzieci i na dorosłych, więc nic dziwnego, że zwykle do domu wracam z pustymi rękami…
 
b) zabawki
Jestem zwolennikiem kreatywności. Oczywiście standardowo samochód zaopatrzony jest w piłkę (do siatkówki lub taką zwykłą, gumową), pistolet na strzałki (wiadomo – chłopak!) oraz zestaw gier (m.in. karty do Piotrusia – tak tak, nawet jak się emocjonuję, jak gra więcej niż 3 osoby, gładki zeszyt 16 kartkowy i kredki – czasoumilacz, przy oczekiwaniu ;), na przykład w restauracji, domino lub bingo – w zależności od tego, czym jedziemy i gdzie się wybieramy, wiadomo – samochód przyjmie wszystko).
O kreatywnych zabawach z użyciem kartki i długopisu napiszę w innym poście, ale już teraz mogę powiedzieć, że się sprawdzają znakomicie i można je dopasować do dzieciaków w różnym wieku.
OGNISKO

a) wałówka
Wiadomo – ogniskowa. Właściwie każdy zabiera to, co lubi najbardziej jeść. U nas akurat króluje tradycyjna zwyczajna, ale dla młodego Bączka zabierałam też zwykłe parówki, które zrobione na grillu smakują inaczej niż takie zwyczajne, z wody. Nigdy nie zapominam o chlebie tostowym, który wysmażony na patyku moje dziecko uwielbia 😉 Podobnie, jak o herbacie w termosie. 
Jak ognisko, to oczywiście ziemniaki z żaru. Owijam je w domu srebrnym papierem, żeby się szybciej „zrobiły”. No i oczywiście daje mi to też komfort tego, że nie wcinamy ogniskowych badziewi, jak trawa, resztki drewna, czy po prostu popiół. Ja osobiście do popiołu nic nie mam, ale dzieciakom nie polecam 🙂 

Takim moim ogniskowym „must have” są zatem:
– kiełbaski
– chleb tostowy
– ziemniaki
– musztarda
– herbata

To oczywiście minimum, bo jeśli już wybieramy się tylko na ognisko i do tego samochodem, zapakować możemy również inne smakołyki, jak ogórki kiszone (lub konserwowe), paprykę konserwową (zwykle nie w słoiku, a w pudełku plastikowym) i pomidory.

b) zabawki
W sumie znów powiem tak – jeśli to wycieczka z ogniskiem, to patrz powyżej. Jeśli tylko ognisko, to zabierane zabawki staram się dopasować do miejsca i sytuacji. Myślę, że w tej kwestii każdy rodzic sam najlepiej wie, co dziecku jest potrzebne. 
Ja jednak w tym wyjątkowym dni pozwalam Bączkowi na wyciągnięcie scyzoryka. Pod czujnym okiem taty lub dziadka może wtedy sam obierać patyczki i strugać je. Oczywiście ten scyzoryk, o tak od niedawna 🙂 Ale się przydaje nie tylko Młodemu.