Niezależnie od tego, czy wybieram się na zaplanowaną wycieczkę, czy spontaniczny spacer, w mojej torebce zawsze znajdzie się miejsce na mini apteczkę. Mam zresztą przygotowane dwie: jedną na spacery, a drugą na krótsze i dłuższe wyjazdy plenerowe.

Dwie apteczki – dlaczego?

Z prostej przyczyny – nie chciało mi się wiecznie przepakowywać z jednej do drugiej rzeczy, które aktualnie potrzebuję. Postanowiłam więc mieć dwie, niezależne. Teraz, jak wychodzę, to zabieram małą do torebki lub planując wyjazd i pakując się zawsze mam przygotowaną większą – na wszelki wypadek.
 

Mała apteczka spacerowa to po prostu kosmetyczka, w której zawsze znajdę:

– plastry na otarcia i zranienia,
– magiczny „żółty proszek” do odkażania,
– żel antybakteryjny do rąk lub chusteczki antybakteryjne,
– żel przeciw ugryzieniom os, pszczół, komarów i innych,
– lizaka (albo dwa).
 
Jeśli wychodzę na spacer to właściwie nic więcej nie potrzebuję, ponieważ w razie jakiegokolwiek zagrożenia zawsze mogę wezwać pomoc. Poza tym moje doświadczenia pokazują (na szczęście), że na spacerze najczęściej dochodzi do stłuczeń i otarć 😉 Aaaa, gdybyście nie wiedzieli – lizak zwykle pomaga na łzy i działa znieczulająco na pamięć 😀
 
Duża apteczka zawiera wszystko to, co mała. Jeśli idę w góry przewidująco biorę ze sobą również gazy do opatrunków i bandaż. Czas reakcji na zgłoszenie w trakcie górskiej wyprawy może być różny, więc czasem warto mieć przy sobie nieco więcej, by w miarę swoich możliwości i posiadanej wiedzy pomóc poszkodowanemu. 

Nigdy też nie pomagam obcym. To znaczy udostępniam apteczkę, ale igdy sama nie zabieram się za tego rodzaju działania, ponieważ nie mam wykształcenia medycznego. Nie biorę na siebie takiej odpowiedzialności. Może to brutalne, ale w szerszym spojrzeniu naprawdę upraszcza dużo spraw papierkowych. 

Moja spacerowa apteczka niejednokrotnie przydała się w trakcie najprostszych czynności – przy opatrywaniu skaleczeń, otarć, czy ugryzień przez owady. Więcej było jednak takich momentów, kiedy po przyjściu do domu odkładałam ją i cieszyłam się, że nie była potrzebna.

Dla przypomnienia zostawiam również awaryjne numery telefonów:

  • 112 – zgłoszenie zdarzenia przez tel komórkowy (operator przyjmuje zgłoszenie, a następnie przekierowuje rozmowę do odpowiedniej służby ratowniczej)
  • 601 100 100 – numer ratunkowy nad wodą (WOPR oraz MOPR)
  • 601 100 300 – numer ratunkowy w górach (TOPR oraz GOPR)