Mój sposób na to, jak namówić dziecko na wycieczkę? Wycieczkownik.

mój sposób na

„A daleko jeszcze? – Pytał osioł siedząc za Shrekiem i Fioną, gdy we trójkę jechali do Królestwa… Jak zatem namówić dziecko na wycieczkę i sprawić, że będzie się na niej dobrze bawić i mile ją wspominać?

Z dziećmi  jest niemal tak samo. Początkowa euforia spowodowana przedwyjazdową gorączką przemienia się w nudę i bunt „bo trzeba iść”, „bo bolą mnie nogi”, „bo nie ma komputera”…  Jak sprawić, by na wycieczce dobrze czuli się nie tylko dorośli, ale i nasze pociechy?

W trakcie swoich wielu wyjazdów opanowałam kilka prostych sposobów na to, by czas spędzony na świeżym powietrzu moje dziecko nie uznawało za czas stracony i żeby każdy kolejny wypad spotykał się z niemal takim samym entuzjazmem jak poprzedni (lub większym). 

Wycieczki małe i duże

Wszystko niemal zależy nie tyle od naszego podejścia ile od atrakcyjności wyjazdu. Atrakcyjności oczami dziecka oczywiście. Dla mnie właściwie nie ma znaczenia, czy idę na całodniowy wypad w góry, czy jadę do parku na plac zabaw. Dla mnie nie ma, ale dla mojego i każdego innego dziecka ma. Bo w oczach większości pociech łażenie po górach jest po prostu nudne.  Dlatego właśnie planując jakikolwiek wyjazd biorę pod uwagę nie tylko swoje oczekiwania, ale i oczekiwania najmłodszego członka rodziny 🙂

Planowanie

Jest nieodzowną częścią każdego wyjazdu. I małego i dużego. Zanim już wybierzemy trasę i miejsce, zastanawiamy się wspólnie nad tym, co chcemy robić i jaki mamy cel. Wybór tego ostatniego jest dość istotny, bo jeśli zależy nam na zabawie, to nie wybierzemy się na długą i forsowną wycieczkę na szlak, a jeśli zależy nam na widokach i odpoczynku, to odrzucimy z miejsca wypad na basen, czy choćby łażenie po muzeum. Z mojego doświadczenia wynika, że nie tylko długość wyprawy jest ważna, ale również to, czego pociecha spodziewa się po takim wyjeździe. Dlatego właśnie, gdy planujemy jakikolwiek wyjazd, wyjście, wycieczkę rozmawiam ze swoim Bączkiem i pytam go o zdanie. Ma to dwa ważne aspekty: po pierwsze Baczek czuje się doceniony, że jako dziecko bierze udział w tak ważnej rzeczy, jak planowanie wyjazdu, a po drugie poznaję jego zainteresowania, oczekiwania i możliwości i dopasowuję je do całości moich zamysłów. Celowo nie mówię planów, bo te się dopiero tworzą. A właściwie tworzymy je wspólnie.

Co wziąć pod uwagę panując wycieczkę?

W pierwszej kolejności na pewno naszą obecną kondycję. To podstawa, bowiem nieprzygotowani nie powinniśmy wybierać się na długie i forsowne wyprawy. Tym bardziej z dziećmi. I to niezależnie od tego, czy idziemy w wysokie góry, czy też na trip po mieście. Jedno i drugie może być tak samo wyczerpujące. Drugim ważnym punktem jest cel i możliwości. Jeśli wiemy, że wycieczka będzie długa lub też mamy świadomość, że może być nudna dla „malucha” to może warto podzielić ją na kilka etapów (np. zwiedzić jedną wystawę w muzeum, a nie wszystkie – no, chyba, ze nie ma możliwości podzielenia jej na części) lub wyznaczyć sobie cel, do którego wspólnie będziemy dążyć (a tym nie musi być od razu wejście na najwyższy szczyt…). Musimy też mierzyć siły na zamiary, co oznacza, że kondycja kontra czas z mapy lub też nasze możliwości w kontekście atrakcyjności wycieczki powinny się równoważyć. 

Jak uatrakcyjnić wycieczkę?

Zapewne ile dzieci, ilu rodziców, tyle sposobów. I jeśli jakiś się sprawdza, to znaczy, że jest dobry. Ale, jak już wspomniałam, dzieci są różne. Dlatego ja, planują jakikolwiek wyjazd biorę pod uwagę nie tylko swoją przyjemność, ale i to, by Bączek był z wyprawy zadowolony. 

Pamiątki

To coś, co każdy uwielbia. Sama do tej pory z każdego wyjazdu przywożę jakiś mały drobiazg. Czasem jest to kartka pocztowa. Czasem kamień lub szyszka. A czasem inny „bajer”, który przypominać mi będzie o miejscu, w którym byliśmy.  Nie jestem fanem kupowania drobiazgów, ale na te wycieczkowe bibeloty mamy specjalne miejsce, które nazywamy skrzynią ze skarbami. W zimowe wieczory fajnie jest wrócić do nich i podzielić się wspomnieniami.

Zdjęcia

Odkąd Bączek posiada swój własny telefon samodzielnie dokumentuje wyprawę. Nawet nie wiecie, jaką niezliczoną ilość fotek posiada dysk w naszym domowym laptopie 🙂 A część i tak ląduje od razu na płytce – opisana, w specjalnie zakupionym etui. Na zdjęcia też mam pomysł: konkurs na najśmieszniejsze zdjęcie, konkurs na najpiękniejszy widok, konkurs na najciekawsze ujęcie – to tylko niektóre nasze „rodzinne” zabawy. Jeśli w wycieczce bierze udział więcej dzieciaków takie konkursy są ciekawą formą zajęcia czasu. Wtedy nie zwracają one uwagi na upływający czas i kilometry, tylko po prostu wspaniale się bawią…

Wycieczkownik

Nasz autorski pomysł, który staram się od jakiegoś czasu wprowadzać na każdą większą wyprawę. Wystarczy zeszyt i kredki/flamastry/długopisy.. Pomysł zaczerpnęłam z idei Bullet Journala, ale oczywiście przerobiłam go na swoje i Bączka potrzeby.

Wycieczkownik jest takim pamiętnikiem z wycieczki. Nasz zawiera wszystkie wyprawy z całego roku, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wycieczkownik obejmował tylko jedną wyprawę. Może go prowadzić jedna osoba, może być wspólny dla całej rodziny lub wszystkich dzieciaków. I nie musi być „pisany”. Nasze wycieczkowniki zawierają rysunki, wklejone ulotki, kartki, tu i tam pojawia się zasuszona roślina. Pomysłów jest ogrom!

Taka forma zabawy sprawdza się podczas postojów przy tych jednodniowych wyjazdach i jako odpoczynek podczas tych kilkudniowych. Przecież nie można tylko i wyłącznie chodzić i zwiedzać 😛 Według mojej oceny bardzo fajna forma spożytkowania czasu wieczornego lub porannego, o ile nie chcemy, by dziecko siedziało przed tv lub z nosem w komórce.

Dla mnie wycieczkownik jest też źródłem informacji. O tym, co dziecku się podobało, o tym, co robiło, co go interesuje. Sama często wpisuję w nim konkretne rzeczy, jak na przykład polecaną restaurację, miejsce na trasie, o którym niewiele jest w przewodniku lub też w ogóle nie zostało w nim ujęte… Tak! Takie też się zdarzają 🙂 Wycieczkownik jest czymś, do czego wracamy, jeśli nie w formie wspomnieć to po informacje, które mogą przydać się innym.

A Wy? Jakie macie sposoby na zachęcenie dzieciaków do wycieczek?

2 thoughts on “Mój sposób na to, jak namówić dziecko na wycieczkę? Wycieczkownik.

  1. @Ewa: Ależ oczywiście 🙂 Dzieci są bardzo chłonne wiedzy, a dobry przewodnik, który ciekawie opowiada, to połowa sukcesu. A wiek tak naprawdę nie ma znaczenia, bo im wcześniej dzieci poznają smak przygody, tym lepiej 😉

  2. Ja byłam dzieckiem, które od najmłodszych lat podróżując z rodzicami zawsze stałam pierwsza przy samochodzie i uciszałam wszystkich jak przewodnik opowiadał o miejscu, w którym byłam 🙂
    Moja 2 latka na razie tylko wykazuje pełną ekscytacje na samo hasło wycieczka, i myślę, że to dobry start żeby pójść w moje ślady 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *