Niespodzianek ciąg dalszy. Bączek zafascynowany opowieściami kolegów postanowił biwakować. I szczerze mówiąc z jednej strony się cieszę, bo to coś nowego, nowa przygoda, ale z drugiej… O biwakowaniu wiem tyle, co nic. Znaczy niewiele. Dlatego pojawił się pomysł na nowy cykl: Wszystko o biwakowaniu. Zaczynamy od zera, a więc…

Czym jest biwak?

Biwak to prowizoryczny obóz. Ci, którzy mieli cokolwiek wspólnego z harcerstwem na pewno wiedzą, jak to wygląda – namioty w lesie, woda ze strumyczka, jedzenie z ogniska… Współcześnie jednak jest wiele udogodnień i z pewnością moje wyobrażenie o biwaku mocno różni się od tego, co proponuje dzisiejsze tu i teraz. Namioty są lżejsze, zamiast ogniska można mieć butlę z gazem, a zamiast Konserwy Turystycznej – wołowinę w sosie J

Pozostańmy jednak przy tym, że biwak wiąże się z nocowaniem w namiocie, niemal pod gołym niebem, bez prądu, gazu, łazienki i tego wszystkiego, co zazwyczaj podczas noclegów mamy.

Gdzie można biwakować?

Na pewno tylko w wyraźnie do tego wyznaczonych miejscach. Podobnie, jak z ogniskami, których palić wszędzie nie możemy, o czym pisałam w poście w Wakacyjnym Poradniku. Na pewno biwakować nie można w Parkach Narodowych, w lasach państwowych (w prywatnych zresztą też nie) oraz na plaży (tak, myślałam i o tym, ale niestety to się nie uda). W związku z tym, że Prawo Polskie dopuszcza biwakowanie jedynie w miejscach specjalnie do tego przeznaczonych, pozostaje nam wybrać się na znajome bardzo tereny, na przykład na camping. Tych wbrew pozorom wcale nie jest mało i z pewnością każdy i mnie i bardziej zaprawiony w koczowniczym życiu znajdzie coś dla siebie.

Jak przygotować się na biwak?

No i tu zaczynają się schody, bo okazuje się, że to wcale nie jest takie proste. O ile nie wybieramy się pod namiot do własnego ogródka, czy też na działkę, to sprawa skompletowania ekwipunku i rozsądnego spakowania się naprawdę spędza sen z powiek.

Poszukałam trochę w sieci i znalazłam kilka porad, między innymi właśnie o tym w jaki sposób przygotować się na biwak i co ze sobą zabrać. Ryzyk – fizyk – jak samemu się nie spróbuje, to się nie dowie… Ściągnęłam ze strychu swój samo rozkładający się namiocik typu Iglooo (taka dwójeczka) i teraz się zastanawiam, co dalej.

Co do namiotu?

Na pewno karimata i śpiwór. I latarka. I aż mi się w głowie zakręciło, co jeszcze. Weszłam na stronę Republika Sportu [https://republikasportu.pl/list/115_camping] i zaczęłam kompletować sprzęt. „Bo my nie idziemy na łatwiznę i nie zamierzamy spać w ogródku, tylko na prawdziwym biwaku” – jak to Bączek zapowiedział. Zatem mnie nie pozostało nic innego, tylko przygotować się na spanie w śpiworze, na karimacie, z zagłówkiem, wysmarowana od stóp do głów czymś „przeciwko owadzim”. Chyba, że podpowiecie jakieś praktyczne tricki i pomysły z Waszego biwakowania J