Jak byłam mała niecierpliwie czekałam na te szczególne dni w roku. Na .6 i 24. grudnia, na 2 maja i na 1 czerwca – na Dzień Dziecka.  Dla mnie był to czas, który mogłam spędzić z mamą. Pamiętam, że zawsze miałam na sobie śliczną sukienkę, dostawałam dużego lizaka w kształcie serca i ten dzień spędzałyśmy razem 🙂

Pamiętam czasy, kiedy Kraków nie wyglądał tak, jak teraz. Nie było kin, a jeśli już, to niewiele. Nie było galerii handlowych. Było też względnie więcej zieleni, a mam wrażenie, że autobusy dojeżdżały w wiele miejsc, do których teraz można się dostać jedynie samochodem…

Bulwary Wiślane

Pamiętam te chwile, kiedy budowano krakowski Hotel Forum. Kiedy bulwary wiślane służyły do spacerów i zabaw. Kiedy można było wyjść z domu z kocem i butelką wody, rozłożyć się pomiędzy alejkami i pleść wianki z koniczyny. Nie słychać było wszechobecnego szumu samochodów i nikogo nie dziwiły takie pikniki. Czasem brakuje mi tych dni i tej beztroski, która mi wtedy towarzyszyła. 

Krzemionki

Ach, miejsce, które z dzieciństwa wspominam szczególnie ciepło. Wiele czasu tam spędziłam bawiąc się pomiędzy (wtedy jeszcze niewielkimi) drzewami, przy figurce i na skałkach. Jako dziecko nie posiadające rodzeństwa z ogromnie wybujałą wyobraźnią potrafiłam zająć się „czymkolwiek” i gdziekolwiek. Naprawdę! A jak już nauczyłam się czytać, to do pełni szczęścia brakowało mi tylko ciszy i książek 🙂

Kraków mojego dzieciństwa

Pamiętam Kraków, jakiego moje dziecko nie zna. Połacie zielonej łąki w miejscu, gdzie dzisiaj stoją bloki na Ruczaju. Pamiętam basen KS Borek, który niszczeje i marnieje zapomniany… Pamiętam Stadion Garbarni i mecze, które tam rozgrywano. Pamiętam, że w Podgórzu, gdzie mieszkała moja babcia, na ulicy Rejtana był niewielki punkt, gdzie sprzedawano gazowaną wodę. Na ulicy Stromej był bar „Czarny Kot” z logiem (szyldem – wtedy pojęcie logotypu było nieznane) kota. Schodziło się do niego po schodkach… Pamiętam koktajlbar na ul. Warneńczyka z przepysznymi lodami „cassate”. Szkoda, że nie pamiętam jego nazwy… Tam właśnie zabierała mnie mama na dzień dziecka. Nie do McDonalda, bo takich amerykańskich nowości wtedy u nas nie było.

Rynek Podgórski

Pamiętam spacery podgórskimi uliczkami, które niemal zawsze doprowadzały nas do Rynku Podgórskiego. Tam właśnie, przy fontannie z rybkami siadałyśmy i odpoczywałyśmy. Nie pamiętam, by w Dzień Dziecka były tam organizowane jakieś festyny, czy spotkania, ale to miejsce zawsze przyciągało i przyciąga Krakowian. Teraz Rynek Podgórski stał się sercem Starego Podgórza, jest odnowiony, piękny, ale… To już nie to samo :/

Dzień Dziecka 

Dziś usiądę z Bączkiem i opowiem mu, jak ja, jako dziecko spędzałam ten dzień ze swoją mamą, wędrując po Starym Podgórzu 😉