Kiedyś przyszło mi do głowy, aby zrobić mój alfabet turysty, który pokaże wszystkie (albo prawie wszystkie) istotne dla mnie rzeczy, związane z moją pasją. Zresztą, takie posty odsłaniające nieco bardziej moje własne „ja”… Czy ja wiem… Nie lubię ich po prostu. Pewnie dlatego pisanie treści szło mi jak po grudzie, bo albo nie miałam weny, albo czasu, albo pisałam o innych rzeczach. W końcu jednak nadszedł czas, by podzielić się z Wami tym, co dla mnie w temacie turystyki jest najważniejsze. 😉 W międzyczasie pomysł rozwinął się na tyle, by Alfabet Turysty stał się osobna kategorią wpisów cyklicznych, w których przedstawiać będę nie tylko siebie, bloga, miejsca, ale i osoby związane z turystyką.

To co? Zaczynamy?

A – jak AKTYWNOŚĆ NA ŚWIEŻYM POWIETRZU

Nie jestem fanem sportów. Ani letnich, ani zimowych. Jedyne, co preferuję to pływanie (a to o każdej porze roku jest wykonalne). Ale lubię przebywać na powietrzu, z dala od spalin, kurzu i miasta, w którym na co dzień przebywam. Dlatego wyjścia w teren i wycieczki traktuję, jak mój sport. Świerze powietrze (czy też zmiana „klimatu”) jest ważna nie tylko ze względów zdrowotnych. Ja na trasie wyciszam się i uspokajam; mam czas pomyśleć i odpocząć od codzienności – to cenię sobie najbardziej.

B – jak BEZPIECZEŃSTWO W GÓRACH

Zawsze pamiętam o tym, by wychodząc w góry poinformować kogoś o trasie, jaką zamierzam pokonać. W sezonie zimowym szczególnie dbam o to, by nie zaskoczył mnie nagły spadek temperatury (a w górach nomen omen o to nietrudno), a w sezonie letnim zawsze mam przy sobie książeczkę, w której zapisałam zasady pierwszej pomocy np przy ukąszeniu przez żmiję. Zawsze też mam w telefonie numery alarmowe do GOPRu lub odpowiednika tej instytucji, a także numer ICE, czyli numer do osoby, którą należy poinformować w razie wypadku. Temat bezpieczeństwa jest bardzo szeroki i przewijał się wielokrotnie przez moje wpisy.

C – jak CZEKOLADA

Taki zdecydowany „must have” każdej dłuższej wycieczki. Zresztą wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że jestem fanem słodkości. Jeśli chodzi o czekoladę, to w letnie dni wybieram te płynne w formie „czekotubki” lub jem czekoladę z owocami (lub owoce polane czekoladą – jak kto woli). Te pierwsze doskonale sprawdzają się na wyprawy, bo nie zabierają dużo miejsca, a te drugie są doskonałe na spotkania w gronie znajomych lub wspólne gotowanie z dziećmi 🙂

D – jak DALEKO JESZCZE?

Pamiętacie Shreka i jego wesołą kompanię (kota i osła)? Jak nic, a kazdym razem, kiedy moje dziecko zaczyna marudzić na wycieczce (tak, nawet Bączkowi się zdarza), to przed oczami staje mi scena z kreskówki, kiedy Shrek z Fiona i osłem jadą do Zasiedmiogórogrodu. I ten osioł, ze swoim wiecznym zniecierpliwieniem w głosie, zadający do znudzenia pytanie „A daleko jeszcze?” …

Nie wiem, jak Wy, ale ja najbardziej lubię wycieczki dwudniowe. Celowo nie mówię „weekendowe”, ponieważ zwykle staram się jednak celować w te dni, które nie są wolne od pracy. Mogę sobie na to na szczęście pozwolić i poza sezonem wakacyjnym raczej nie trafiam na „tłumy na szlakach”. Swoją drogą dwudniowy wypad daje możliwość zwiedzenia również miejsca noclegowego, które mogę polecać i Wam 😉

E – jak ENERGIA

Dla mnie osobiście każda wycieczka, nawet ta najmniejsza, z domu do muzeum lub do parku w okolicy, to niebywała okazja do gromadzenia w sobie zapasu energii. Nie wiem dlaczego, ale tak już po prostu mam. Dlatego dla mnie tak ważne jest, by przynajmniej raz w tygodniu zrobić coś, co jest chociaż namiastką jakiejś wyprawy. Teraz, kiedy Bączek jest większy jest prościej, bo nawet w zimowe dni nie musimy siedzieć w domu – możemy spożytkować czas wolny na spacer nawet wtedy, kiedy pogoda nie sprzyja spacerowaniu. Ta energia, którą zyskuję z każdym krokiem daje mi siłę na kolejny tydzień 🙂 Jak już mówiłam – tak już mam!

F – jak FRANCJA

Niedoścignione, jak na razie marzenie to Francja i Włochy. Francja zachwyciła mnie swoim pięknem poprzez książki, które namiętnie wręcz czytam. Moja miłość do tego kraju zaczęła się od niemalże kultowej już „Czekolady” Joanne Harris. potem sięgnęłam po jej kolejne i kolejne pozycje. Jeszcze później wpadły mi w ręce powieści Petera Mayle, czy Julii Child. Za każdym razem pochłaniałam te książki i powoli dojrzewała we mnie myśl o tym, że chciałabym kiedyś odwiedzić te miejsca, o których czytam tak chętnie i z takimi wypiekami na policzkach.

G – jak GÓRY

Śmiało mogę się przyznać, że jak nie lubię morza, tak góry po prostu kocham. Kocham ciszę, lasy, zieleń i przede wszystkim te szlaki, gdzie idąc nieraz cały dzień nie spotka się żywego ducha. Góry są dla mnie niemal jak tlen, co oznacza, że ich potrzebuję do życia. Dosłownie i w przenośni. Pozwalają mi odpocząć, zregenerować siły i co najważniejsze – są niedaleko 🙂 A przynajmniej bliżej niż morze 🙂 Góry są dla mnie odskocznią od codzienności. Są blisko, więc często wyruszam na szlak po prostu po to, by odpocząć od miasta. To wcale nie muszą być tatrzańskie ścieżki, ani piękne widokowo szlaki Beskidu Wyspowego, czy Gorców. 

H – jak HAMAK

Ukochany. Jedyny. Jeśli odpoczynek w ogrodzie, to tylko w hamaku. Polecam każdemu, kto ma możliwość zainwestowania w niepozorny kawałek płótna, drewna i sznurka. Satysfakcja gwarantowana 🙂 Ja swój pierwszy hamak kupiłam w sklepie internetowym – taki najtańszy i najprostszy. Miał służyć jako dodatkowe miejsce „siedzące” podczas jakiejś ogrodowej imprezy. Idea hamakowania, gdy Bączek bawił się w cieniu ogrodu spodobała mi się tak bardzo, że od tamtego czasu nasz hamak rozrósł się do rozmiarów profesjonalnych.

I – jak INSPIRACJA

Zainspirowana książką „6 błysków na minutę” postanowiłam zgłębić temat ratownictwa górskiego oraz wyjść na Sarnią Skałę. Zainspirowana „Legendami o Krakowie” zwiedzam miasto i pokazuję Bączkowie te miejsca, które w legendach się pojawiają. Zainspirowana książką „Pan Samochodzik i Templariusze” ułożyłam plan wycieczki po Toruniu – śladami Pana Samochodzika… Jest tyle miejsc i miast opisanych w książkach, które chciałabym zobaczyć i wciąż mam nadzieję, że przynajmniej kilka z mojej listy uda się „zaliczyć”.

J – jak JEDZENIE W TRASIE

Jedzenie, a nie prowiant, który zabieram z domu. Zasadę mam taką, że zwykle nie testuję miejsc, których nie znam. Ale od każdej zasady są wyjątki i tak co jakiś czas mogę to i owo o jakimś miejscu napisać. Do tej pory takie krótkie informacje pojawiały się jedynie w naszym wycieczkowniku, ale ostatnio postanowiłam, że kilkoma miejscami podzielę się z Wami, tym bardziej, że mam swoje upatrzone i przede wszystkim sprawdzone restauracje, pizzerie i jadłodajnie. Tak więc jeśli jedzenie w trasie, to zwykle w takim miejscu, które ktoś mi polecił 🙂

K – jak KALENDARZ IMPREZ

Nie wiem, jak Wy, ale ja każdego roku tworzę dla siebie swego rodzaju plan imprez turystycznych, w których chcemy wziąć udział. Zwykle nie ograniczam się tylko do Krakowa, ale wybieram również takie imprezy, które odbywają się poza naszym miastem, czy nawet województwem. Z takiego zaplanowanego kalendarza imprez wziął się wyjazd do Żywca na Festiwal i do Muzeum Piwa, do Skierniewic na Skiercon, czy na przykład do Warszawy. W planach mam udostępnienie i opublikowanie kalendarium również na blogu, byście mogli czerpać inspirację na wycieczki i przy okazji wiedzieć, gdzie można mnie znaleźć 🙂

L – jak LAS

Las od najmłodszych lat kojarzył mi się z borówkami, grzybami i paprociami. Miałam to szczęście (lub nieszczęście), że choć urodziłam i wychowałam się w mieście, to wyjazdy na wieś i do lasy, a w pewnym okresie nawet na działkę, stanowiły dla mnie niemal codzienność. Nie trzeba zatem mieszkać na wsi, żeby wiedzieć, jak pachnie las po deszczu, czy jak wyglądają mrówcze kopce pośród drzewami. Ostatnio najpiękniejsze lasy, jakie przyszło mi odwiedzić to kompleksy leśne w okolicach Niepołomic. Do tej pory same Niepołomice kojarzyły mi się jedynie z zamkiem i żubrami, ale po ostatniej (niezaplanowanej!!!) krótkiej wycieczce w tamte rejony zdecydowanie pozwolę sobie poznać je lepiej!

Ł – jak ŁYSICA I ŁYSA GÓRA

Niedoścignione i jeszcze niespełnione marzenie połączone z jedną z moich ulubionych lektur z dzieciństwa – „Czarnymi stopami” Seweryny Szmaglewskiej. Gdybyście zapytali mnie o najlepsze wspomnienie ze szkoły zapewne wiązałoby się ono właśnie z tą książką oraz krótkim epizodem harcerskim. Jeszcze nie miałam okazji odwiedzić tamtych rejonów, ale co roku obiecujemy sobie z Bączkiem, że właśnie tam trafimy w wakacje. Myślę, że marzenie to spełni się po przeczytaniu i „przerobieniu” tej lektury przez Bączka w szkole. A to już niebawem, bo w przyszłym roku 😉

 

M – jak MAGNESY

Niemal z każdej wycieczki przywozimy właśnie magnesy. Są one dla nas sposobem na utemperowanie szału zakupowego i przy okazji doskonałym sposobem na ozdobienie mieszkania. U nas póki co magnesy mają swoje miejsce na lodówce, ale po remoncie w jednym z korytarzy pojawi się metalowa listwa podświetlona ledami, na której będą wisieć właśnie nasze turystyczne trofea. Pomysł na taka ekspozycję znalazłam kiedyś w internecie, ale niestety nie mogę znaleźć teraz tego zdjęcia, które mnie zainspirowało.

N – jak NOCLEGI

Są nieodłączną częścią niemal każdego dłuższego wyjazdu. Wybór jest ogromny nie tylko jeśli chodzi o samo miejsce, ale również o formę. Poza hotelami możemy wybierać i przebierać decydując się na kwatery prywatne, pensjonaty,hostele, motele, apartamenty lub nawet nocleg pod namiotem lub w warunkach schroniskowych. W zależności od charakteru wycieczki oraz zasobności portfela można naprawdę ciekawie dopasować swoje możliwości do preferencji. O tym, jak ja wybieram noclegi pisałam tutaj: Jaki wybrać nocleg?

O – jak OSTOJA GÓRSKA

Koninki to miejsce, które traktuję ze szczególnym sentymentem. Tak naprawdę miłość do gór odkryłam właśnie w Koninkach, spędzając tam wakacje. Wtedy – wychodząc na szlak i poznając Gorce – zrozumiałam, jak wiele daje mi wyjście w góry. Nawet jeśli nie jest to wyjście samotne, to i tak tam, wśród zieleni, przestrzeni i błękitu nieba znajdę chwilę czasu dla siebie. Ostoja Górska jest dla mnie prawdziwym Sacrum.

P – jak PROWIANT

Istotny nawet, jeśli planujemy spacer, a nie całodzienną wyprawę. Uważam, że dobór składowych prowiantu zależy od naszych preferencji, oraz trasy, którą zamierzamy pokonać, ale mam kilka „stałych punktów”, które zawsze w trasie mi towarzyszą. To przede wszystkim termos (z ciepłą wodą lub herbatą), czekolada (to akurat chyba nikogo nie dziwi – w końcu to najlepszy „energetyk”) oraz żelki.

R – jak RODZINA

Kiedy pisałam pierwszy wpis na swojego bloga, wtedy umieszczonego jeszcze na bloggerze miałam w myślach miejsce, które skupione będzie przede wszystkim na rodzinie. Chciałam stworzyć takie miejsce, które będzie łączyło tema rodziny, wycieczek i aktywnego spędzania czasu w gonie najbliższych. Do tego dodałam sobie w definicji „bez ducki pieniędzy” 😉 Planowo Przetarte-szlaki miały być takim miejscem, które pokaże Kraków i okolicę pod kątem tego, gdzie i co można rodzinnie i w miarę tanio robić. Stąd większość wycieczek to nasze najbliższe okolice, większość raczej nie pokazuje miejsc z płatnym wstępem i większość raczej znajduje się w takim miejscu, by móc tam w miarę prosto dojechać. W miarę rozwijania mojej pasji pojawiła się mnóstwo dodatkowych opcji i pomysłów, ale staram się dbać o to, by cały czas wszystko toczyło się tutaj. Tutaj to znaczy w Krakowie, Małopolsce … 

S – jak SYSTEMATYCZNOŚĆ WPISÓW

To jest akurat coś, nad czym staram się pracować nieustannie. Jednak o ile w pracy zawodowej z tematem systematyczności nie mam problemów o tyle na blogu bywa różnie. Dlaczego? Ponieważ blog ma być dla mnie odskocznią, a nie obowiązkiem. Jeśli wiem, że chcę Wam o czymś napisać i czymś wartościowym się podzielić, to po prostu to robię. Jeśli nie mam nic ciekawego do napisania, to dzielę się z Wami starszymi wpisami poprzez profil na Fb oraz aktualnymi mniej lub bardziej zdjęciami przez profil na Instagramie. Jeśli zatem nie ma nic nowego na stronie – zerkajcie tam własnie.

T – jak TATRY

Gdy byłam mała kusiły mnie swoją niedostępnością i pięknem. Gdy byłam starsza, zraziły nieodpowiednim przygotowaniem i kiepskim towarzystwem. Gdy dorosłam, w pełni je doceniłam. Kocham Tatry. Kocham i doliny i wysokie, niedostępne dla mnie szczyty, piękne strumienie i wodospady. A nade wszystko uwielbiam tamtejszą kulturę i kuchnię. Kto nigdy nie był w Tatrach (nie mówię nawet o Zakopanym, ale o Tatrach w ogóle), ten nigdy nie pojmie czym tak naprawdę jest miłość do gór.

U – jak URLOP

Od jakiegoś czasu nie muszę martwić się tym, czy i kiedy dostanę urlop, ponieważ sama sobie jestem szefem 🙂 Oczywiście ma to swoje dobre i złe strony, a w tych dobrych zdecydowanie powinno się znaleźć to, że kiedy chcę i mam na to czas mogę po prostu „wsiąść do pociągu bylejakiego” – jak to śpiewała Maryla Rodowicz. I faktycznie – nie mając zobowiązań długoterminowych i pracując w założeniu, że wykonuję zlecone prace udaje mi się bardzo często po prostu na kilka godzin wyjść w teren i oderwać się od pracy. Moja codzienność nie jest może monotonna, ale dodatkowy zastrzyk energii zawsze się przyda.

W – jak WYCIECZKOWNIK

Pomysł na nasz własny wycieczkownik powstał sporo czasu temu, po naszych pierwszych wyprawach w góry. Mieliśmy ogrom zdjęć z trasy, ale przy okazji udało się nam upolować również nieco inne „pamiątki”: zasuszyliśmy kilka pięknych roślin, znaleźliśmy spłaszczoną monetę, a nawet zostawiliśmy papierki z komiksami z kupionych w schronisku gum Donald :d To wszystko spokojnie czekało na wyjęcie w jednym wielkim pudle. Ale przyszedł taki moment, kiedy pudło przestało wystarczać, a pamiątki musiały znaleźć inne miejsce. I tak część z nich wylądowała w specjalnie zakupionym zeszycie, w którym zaczęliśmy spisywać nasze wyjazdy. I nie… To nie są opisy wycieczek, a raczej luźne spostrzeżenia na przykład dotyczące tego gdzie i co zjeść smacznie i tanio, czy choćby gdzie widzieliśmy coś ciekawego i gdzie warto wrócić. Teraz prowadzimy już trzeci wycieczkownik, a pozostałe dwa stoją na honorowym miejscu na półce z naszymi przewodnikami 🙂

Z – jak ZABYTKI

Uwielbiam zabytki. A tych wszędzie pełno. Nawet w małych miastach i wsiach są rzeczy warte zobaczenia. Polska jest pięknym krajem z bogata historią. Warto, nawet będąc gdzieś przejazdem poświęcić trochę czasu na przyjrzenie się bliżej miejscu, w którym jesteśmy 🙂

Ten wpis wbrew pozorom nie jest tak osobisty, jak początkowo myślałam, choć przyznaję, że zebranie całego alfabetu stanowiło dla mnie nie lada wyzwanie. Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam Wam nie tylko swoją pasję, ale i swoją osobę.